Działalność oświatowa Zjednoczonego Koła Ziemianek – szkoły i program nauczania

W zakres działalności Koła Ziemianek wchodziała praca nad ludem, oświata ludowa, popieranie i zakładanie ochron i szkół, szerzenie wiedzy wśród pokolenia starszego oraz wychowanie młodzieży – przyszłości narodu. Praca oświatowa Koła Ziemianek było trudnym i żmudnym zadaniem, mającym na celu krzewienie kultury wśród całego społeczeństwa polskiego. „Pole oświaty ludowej leżało stale ugorem, zarosło więc chwastem; chwast należy wyplenić, a na jego miejsce rzucić posiew najszlachetniejszych roślin.”7Ziemianki dostrzegały potrzebę pracy oświatowej przy równoczesnych staraniach o poprawę bytu materialnego ludności z obszarów wiejskich. Tworzyły system oświatowy od podstaw, zaczynając od programu nauczanie, a kończąc na budynkach szkolnych i kadrze pedagogicznej.

Nauczaniem objęto zarówno ludzi młodych jak i dorosłych, z tym że ci ostatni nie mogli uczęszczać do szkół ze względu na fakt posiadania rodzin. Dla nich ziemianki zajęły się tworzeniem bibliotek. Bardzo kształcące dla dorosłego pokolenia były także odczyty odbywające się na wsiach i w małych miasteczkach. Szczególną uwagę zdobyli prelegenci poruszający temat ogrodnictwa. Dlatego też Koło Ziemianek zajęło się kształceniem instruktorek w dziedzinie ogrodnictwa oraz szycia, tkactwa, koszykarstwie i innych.

Oświata starszego pokolenia wiązała się z nauczaniem dzieci i młodzieży, ponieważ w ten sposób ułatwiano młodym ludziom wprowadzanie reform w gospodarstwie, życiu codziennym i publicznym.

Kształcenie dzieci i młodzieży wiejskiej polegało przede wszystkim na tworzeniu nowych szkół. Podstawowym założeniem, który ziemianki przyjęły i wprowadziły w życie było bezpłatne powszechne nauczanie.

Odrębnym problemem był brak kadry pedagogicznej, dlatego Z.K.Z. tworzyło seminaria dla nauczycieli ludowych. Jednym z nich było seminarium imienia Elizy Orzeszkowej.

Szkoły ludowe miały na celu, oprócz obowiązkowej nauki czytania i pisania oraz przedmiotów elementarnych, ogólny rozwój młodzieży, uszlachetnienie ich umysłów i serca – wykorzenienie przesądów i wszczepienie prawdziwego ducha religijnego. Z nauką geografii i nauk przyrodniczych ściśle związana była nauka historii, a przede wszystkim historii polski.

Ziemianki chciały, aby szkoła kształciła przez swoje otoczenie. Dlatego też starały się, aby zewnętrzna budowa szkoły mogła służyć za wzór przy wznoszeniu domów mieszkalnych na wsi. Styl i architektura miały polski charakter, ładnie zagospodarowane ogrody były pomocne dzieciom w nauce ogrodnictwa.

Oprócz szkół elementarnych powstawały również szkoły wiejskie dla dziewcząt.

Program pracy Z.K.Z. w sekcji oświaty ludowej przedstawiał się następująco8:

Kształcenie starszego pokolenia

Piśmiennictwo: rozpowszechnianie wśród włościan pism przeznaczonych dla ludu, takich jak: Zorza, Gazeta Świąteczna, Promień Polski, Naród itp.

Zakładanie przez włościan kół, których zadaniem było prenumerowanie pism i zakładanie czytelni.

Zasilanie pism ludowych artykułami, pracami i korespondencjami.

Badanie zainteresowań ludności wiejskiej w zakresie czytelnictwa i kierowanie się tym przy wyborze pozycji książkowych.

Urządzanie w małych miasteczkach i na wsiach odczytów.

Kształcenie instruktorek w takich dziedzinach jak: ogrodnictwo, gospodarstwo domowe, higiena itp.

Oświata dzieci i młodzieży:

Tworzenie seminariów dla nauczycieli.

Wysyłanie na studia za granicę najwybitniejsze nauczycielki.

Informowanie o sposobach zakładania ochron i szkół wiejskich.

Ułatwianie młodzieży wiejskiej poznania kraju w trzech zaborach poprzez wspólne wycieczki.

Urządzanie wystaw i jarmarków wyrobów młodzieży w szkołach zawodowych.

Zbieranie materiałów dotyczących szkolnictwa ludowego.

Sekcja pedagogiczna była szczególnie bliska członkiniom Koła Ziemianek. Kobiety z tej organizacji starały się tworzyć liczne szkoły rolnicze, które poprzez edukacje wpływały na poprawę poziomu rolnictwa.

Pierwsze szkoły rolnicze założone zostały w 1904 r. Były to szkoła w Pszczelinie oraz szkoła dla dziewcząt wiejskich w Kruszynku koło Włocławka, którą kierowała związana z „Zaraniem” Jadwiga Dziubińska.

Działalność oświatowa ZKZ była niezwykle imponująca. W roku 1906 Ziemianki postanowiły założyć Szkołę Gospodarczą dla córek włościan. Projekt ten został sfinansowany przez kobiety stowarzyszone w Kole. Zadeklarowały one także roczne subsydium na ten cel, otwierając listę składek w piśmie „Świat Kobiecy”.

Również w 1906 roku ordynacja zamojska ZKZ wyjednała pozwolenie na założenie jednoklasowej szkoły prywatnej dla dzieci robotników cukrowni. Szkoła miała być utrzymywana na koszt ordynacji.

W powiecie lubelskim, w tym samym roku, wskutek starań Ziemianek gubernator lubelski wyraził zgodę na otwarcie kilku ochron dziennych dla dzieci do 7-miu lat wyznania rzymsko-katolickiego przez właścicieli dworu na ich własny koszt

Według danych zebranych przez ówczesne Towarzystwo Rolnicze, w 1906 roku w Królestwie zostało powołane do istnienia 106 ochronek wiejskich, utrzymywanych i założonych przez ziemian.

W 1907 r. z inicjatywy ZKZ powstała Szkoła Gospodarczo – Rolna dla dziewcząt wiejskich małorolnych w Mirosławicach w powiecie kutnowskim. Początkowo zapisało się do nie jedynie szesnastu słuchaczy, a miejsc było drugie tyle. Prowadzono w niej 10 miesięczne kursy tkackie. Z czasem liczba uczennic zwiększała się i do szkoły tej uczęszczały dziewczęta ze wszystkich stron Polski, Kresów i Litwy9.

Szkoła w Mirosłowcach przyjmowała dziewczęta, których rodzice posiadali jakąś własność ziemską, aby po jej ukończeniu mogły wrócić w swoje okolice i rozpowszechniać nabyte wiadomości. Szkoła nie kształciła dziewcząt, które po jej ukończeniu chciałyby pracować jako gospodynie prywatne. Głównym celem tej placówki było rozwijanie uczennic pod względem religijnym, humanitarnym, narodowym, fizycznym i gospodarskim. Nauka polegała na opanowaniu zdolności radzenia sobie i sprawności w pracy. Szkoła uczyła systematyczności i porządku, rozbudzała poczucie obowiązków względem rodziny oraz ojczyzny.

W wychowankach starano się wyrobić silny i szlachetny charakter, oparty na wierze według zasad kościoła rzymsko – katolickiego oraz na uświadomieniu narodowym, kulturalnym i fachowym.

Wiadomości przekazywano poprzez pogadanki, urozmaicone zajęciami praktycznymi. Przedmiotem szczególnych starań był rozwój samodzielnego myślenia i pracy każdej jednostki. Nauczycielki i uczennice prowadziły wspólne życie przez co tworzyła się rodzinna atmosfera.

Nauczanie obejmowało religię, która nie była przekazywana w formułkach i pamięciowym zapamiętaniu, lecz zasady wiary wyjaśniane były w przystępnych pogadankach.

Historia Polski wykładana była tak, aby w uczennicach rozbudzić świadomość narodową i gotowość do ofiar na rzecz ziemi ojczystej.

W kwestii poprawnego czytania i pisania nie było żadnej wątpliwości – to musiała umieć każda uczennica. Starano się przy tym, aby wychowanka czytając książkę mogła z niej wynieść jak największą korzyść. Wdrażano racjonalne czytelnictwo i zapisywanie zdobytych wiadomości oraz wskazywano w jaki sposób uczyć innych.

Ponieważ rachunki i rachunkowość mają ogromne znaczenie w życiu gospodarczym i są czynnikiem rozwoju ekonomicznego, dziewczęta w szkole uczono matematyki tak, aby potrafiły korzystać z niej w swoich gospodarstwach.

Oprócz tego starano się przekazywać elementarne wiadomości o geografii Polski, o zjawiskach fizycznych i chemicznych, aby uczennice zdawały sobie sprawę z tego co je otacza.

Program zajęć praktycznych obejmował: prowadzenie kuchni, spiżarni, piwnic, pralni, ogrodu, pasieki, hodowli inwentarza.

Mleczarstwo obejmowało: żywienie krów, dojenie, kontrolę mleczności, określenie procentu tłuszczu, wyrób masła i serów, wychów cieląt.

Trzoda chlewna: żywienie, wychów prosiąt, tuczenie, konserwowanie słoniny i wędlin.

Drób: utrzymanie kurnika, wychów, selekcja, zbieranie, znaczenie i przechowywanie jaj, tuczenie drobiu, sprzedaż.

Ogrodnictwo: elementarne wiadomości o ziemi, wodzie powietrzu, temperaturze, warunkach życia roślin; wybór miejsca na ogródek, niwelacja gruntu, sadownictwo, warzywnictwo, kwiaciarstwo, nawozy, owady szkodliwe i pożyteczne, choroby roślin; zbieranie owoców, sortowanie, pakowanie, przerób owoców i warzyw.

Pszczelarstwo: całoroczna gospodarka w ulu.

Praca w polu w zależności od pory roku.

Kuchnia: gotowanie, pieczenie ciasta i chleba, gotowanie na parze.

Spiżarnia: przygotowywanie zapasów w zależności od pory roku, obliczanie ich ilości w stosunku do liczby osób, porządek, suszenie mąki, wyrób octu.

Pranie i prasowanie bielizny, wywabianie plam, pranie materiałów wełnianych, pierza, dezynfekcja odzieży wierzchniej.

Roboty ręczne: szycie i naprawianie odzieży, przeróbki rzeczy znoszonych; tkactwo, koszykarstwo ze słomy i sznurka.

Nad prowadzeniem szkoły czuwał wybrany zarząd.

W 1909r. utworzono żeńską szkołę w Gołotężnie pod Ciechanowem, a w 1913r. zorganizowano szkołę dla dziewcząt w Krasieminie pod Lublinem.

Zjednoczone Koło Ziemianek wielokrotnie podkreślało zalety zakładania szkół na wsi „z dala od gwaru miejskiego, letnisk, miejscowości leczniczych, słowem od wszystkiego co rozprasza umysł dziecka i odrywa go od natury i jej ożywczego oddziaływania”.

Na zjazdach przedstawiano programy nowoczesne, oparte na możliwościach dzieci, postulowano tzw. indywidualne nauczanie, uwzględniające wrodzone zdolności dzieci.

Ziemianki były przekonane, że „powinny być urządzone sale gimnastyczne, a do programu wprowadzona praca fizyczna w domu i ogrodzie”.

Przypisy

  1. Świat Kobiecy, z 7 kwietni 1906 r., nr 14, s. 155. ↩
  2. Świat Kobiecy, nr 48/49, z 1905 r., s. 545. ↩
  3. Ziemianka, nr 50, czerwiec 1910, s. 18. ↩
Oceń tę pracę

Święta, ofiary i miejsca kultu u dawnych Słowian

W skład życia religijnego wchodziły jeszcze różne obchody świątecz­ne. Łączyły się one z porami roku — nadejściem wiosny lub lala, z siewem i żniwami oraz z kultem zmarłych. Pewne z nich przetrwały, w zmienionej formie, do późnych czasów, wywołując oburzenie ducho­wieństwa. Kazania XV w. gromią jakieś klaskania i śpiewy, praktyko­wane ku czci pogańskich bogów w Zielone Święta, żalą się, że dziew­częta potrafią cały rok nie chodzić do kościoła, ale przyjdą na pogańskie zabawy w Zielone Święta. Długosz opisuje taką zabawę w Zielone Święta, zwaną stadem, podczas której gromady ludzi podzielone na stada zabawiają się tańcami, grami, popadając w rozpustę. Czym się wówczas kaznodzieje gorszyli, świadczą m. in. następujące fragmenty rękopiśmiennego kazania z XV w., odkrytego przez dr Marię Kowalczykównę”: „Ponieważ zaś sam taniec jest według Izydora [z. Sewilli] pod opieką Libera i Wenery, tzn. ofiarą dla demonów i służbą diabelską po obiedzie, jak msza służbą bożą przed obiadem, można go tak przed­stawić: Taniec jest służbą diabelską, bo się odbywa na znak posłu­szeństwa diabłu […] w niektóre dni, zwłaszcza w niedzielę […] według formy przez diabła ustanowionej i wymyślonej”.

Są kraje, gdzie kobiety „nie mieszają się między mężczyzn jak bez­wstydnie u nas, czego nie ma nawet u Wołochów, lecz oddzielnie mężczyźni i oddzielnie kobiety, chociaż są poganami, zwykli się bawić”.

W ogóle nie powinno się chodzić na tańce lub widowiska w soboty i niedziele, ale jednak „kobiety tańczące obracają soboty na ubliżanie Stwórcy, wabiąc i wzywając obecnych do rozpusty słowami, śpiewem i gestami […]69”

Dawne uroczystości dotrwały, bardzo już okiełznane, do naszych dni pod nazwą sobótek (zob. jeszcze artykuł pt. Opilo et Ohyacilo).

Takim spadkiem po pogańskiej przeszłości może być obrzęd wyno­szenia ze wsi do rzeki bałwana, zwanego marzanną, symbolem zimy i śmierci. Długoszowi nazwa tego obrzędu dała podnietę do stworzenia osobnego, chyba nigdy nie istniejącego bóstwa słowiańskiego. Marzan­ny. Elementy obce dominują w obrzędzie dyngusu, czyli śmigusu (z niem. Dingnus i Schmeckostern}. Obrzęd ten polegał na polewaniu wodą, wtrącaniu do rzeki czy stawu, na biciu rózgami, od czego się można było wykupić podarunkami.

Obrzędy w rodzaju turonia mogą być echem pogańskich świąt ku czci zmarłych, których uczestnicy nosili maski.

Święta ściągały tłumy ludzi z dalekich stron. Żywot św. Ottona Bamberskiego wspomina o święcie w Pyrzycach, na które się zeszło jakoby 4 tysiące ludzi, co na owe czasy było liczbą ogromną, jeżeli kronikarz nie przesadził. Interesujący opis dożynek obchodzonych w Arkonie ku czci Świętowita przekazała kronika Saksona Gramatyka: obecne plony chować na przyszły czas. Jeżeli nic nie ubyło ze zwykłej miary obfitości, przepowiadał nadejście urodzaju. Wedle tej wróżby przestrzegał, by plonów bieżącego roku oszczędnie lub swobodniej używać. Potem stare wino u stóp posągu w ofierze wylawszy, nowym opróżniony puchar napełniał i, udanym przepijaniem uczciwszy posąg, w uroczystych słowach prosił o powodzenie tak dla siebie, jak dla ojczyzny, oraz o wzrost mienia i zwycięstw dla obywateli. Ukończywszy je jednym haustem, nadzwyczaj szybko pijąc wysuszał róg przytknięty do ust, po czym napełniony winem z powrotem bogu wkładał do prawej ręki. Przynoszono też na ofiarę placek na miodzie zrobiony, okrągły, a tak wielki, że dorównywał prawie wzrostowi ludzkiemu. Kapłan zaś, stawiając go między sobą a ludem, zwykł był pytać, czy go (kapłana) Rujanie widzą. Gdy oni od­powiadali, że widzą, życzył im, aby go na przyszły rok widzieć nie mogli. Tak wyrażoną modlitwą prosił nie o śmierć swoją lub ludu, lecz o powiększenie nowych zbiorów. Następnie w imieniu bałwana pozdrawiał tłum zebrany i dłuższą przemową wzywał do uprawiania czci tegoż bóstwa przez pilne składanie ofiar, przyrzekając jako zupełnie pewną nagrodę zwycięstwa na lądzie i morzu. Po takich obrzędach resztę dnia spędzano na wystawnym goclowaniu, same nawet dania ofiarne obracając na potrzebę uczty i nasyce­nie gardła, każąc ofiarom bogu złożonym służyć swojej niewstrzemiężliwości. Na tej to uczcie pogwałcenie trzeźwości uchodziło za pobożność, a jej zachowanie za grzech70.

W przytoczonym opisie spotykamy się z ofiarą składaną bogu. Składają w tym wypadku kapłan, ale nie zdaje się, aby to było regułą. O kapłanach, zajmujących się zawodowo służbą religijną, mamy wiado­mości tylko z Pomorza. Oni to opiekowali się świątyniami, świętymi końmi, wróżbami, składaniem ofiar w imieniu społeczności. Wyróżniali się długimi włosami i brodą, podczas gdy inny byli ogoleni i podstrzyże-ni. Oni podtrzymywali w ludzie ducha oporu przeciw nowej wierze. Wydaje się jednak, że do wytworzenia zawodowego kapłaństwa dopro­wadziła na Pomorzu wyjątkowa sytuacja, parowiekowy kontakt z chrześcijaństwem i walka z nim. Przedtem funkcje kapłańskie spełniali zapewne starsi rodziny lub rodu, wodzowie plemienni, zależnie od sytuacji, może starcy obdarzeni talentem od improwizowania — w ra­mach ustalonych tradycją — dłuższych modlitw. Źródła historyczne i etnograficzne słowiańskie podają jedynie króciutkie teksty. Na przykład według podróżnika arabskiego ,,wysiewają (Słowianie) przeważnie so­czewicę. Gdy nadejdą żniwa, wtedy nabierają soczewicy na łopatkę, podnoszą ku niebu i mówią: O Panie, któryś nam dawał pożywienie, daj nam go teraz w obfitości”71. Podobny charakter mają chłopskie modlitwy z okazji różnych czynności gospodarskich.

W ofierze składano płody roli i zwierzęta: woły, cielęta, świnie, owce, kozy, chleb, ser, miód, kaszę. Rodzaj ofiary zależny był z pewnoś­cią od pory roku, od celu modlitwy, od charakteru boga i zamożności ofiarującego. Część darów spalano, resztą pożywiali się zebrani. Po­zostałością uczt obrzędowych były pewnie jeszcze w XIX w. zdarzające się „boże obiady”. Potajemne ofiary dla demonów utrzymywały się w średniowieczu dość szeroko jak świadczą kazania72.

Ofiary z ludzi, o których źródła napomykają, należały z pewnością do wyjątków; na pewno pomnożył je krwawy sposób nawracania Pomorzan przez Niemców i Duńczyków.

Wyraz ofiara jest obcego pochodzenia (niem. Opfer z łac. offero); terminy słowiańskie to trzeba, obiata i żertwa. Drugi z tych wyrazów pojawia się jeszcze w polskich średniowiecznych tekstach; po trzecim pa­miątką jest staropolski wyraz żyrzec „ofiarnik”, „starosta weselny”. Wy­raz trzeba nie zachował w polszczyźnie ani śladu kultowego znaczenia.

Ofiary składano w miejscu, gdzie bóg mieszkał: domowemu bogu, czyli ubozu ofiarowano w domu, boginkom wodnym — nad rzeką czy jeziorem. Jak można się przekonać z cytatów na poprzednich stronach, niektóre źródła, jeziora lub drzewa cieszyły się szczególnym uznaniem. Miejscem ofiar zbiorowych były przede wszystkim święte gaje; jeden z nich opisał Helmold. On zresztą wyraźnie podkreślił zróżnicowanie kultu u Pomorzan: „Słowianie w różny sposób cześć bogom swoim oddają; nie wszyscy bowiem zgadzają się na jedne obrządki pogańskie. Jedni stawiają w świątyniach posągi fantastycznych kształtów, jak na przykład posąg płoński, nazywający się Podaga; inni (bogowie) zamie­szkują lasy lub gaje, jak na przykład Prowe, bóg stargardzki. I takich bogów jest mnóstwo wizerunków. Wielu rzeźbią z dwiema, trzema lub więcej głowami”73. Można ostatecznie śmiało powiedzieć, że do końca gaje, a nie świątynie były głównymi miejscami kultu. Świątynie istniały na pewno na Pomorzu — źródła historyczne wiele o tym mówią — ale są chyba zjawiskiem nowym. Z innych stron Słowiańszczyzny nie mamy równie pewnych dowodów. Za późnym pojawieniem się świątyń prze­mawia słowiańskie słownictwo: brak w nim wspólnej nazwy dla świątyni. W szczególności wszystkie polskie nazwy są nowe: cerkiew i kosciół przyszły z chrześcijaństwem, świątynia została zapożyczona w XV w. z czeskiego, chrom — późna pożyczka z cerkiewnego — pojawił się dopiero w XIX w., gontyna, wyraz sztuczny, zrodził się również w XIX w.; jest to dowolna przeróbka pomorskiego wyrazu kalina, w polskiej fonetyce — kącina, wyrazu, którym żywoty św. Ottona określają pomorskie świątynie. Język polski posiada wyraz pokrewny, kucza i kuczka, na oznaczenie lichego domu, szałasu. Ostatecznie więc musimy uznać, że jeżeli nawet tu i ówdzie istniały w Polsce pogańskie świątynie, były zjawiskiem nietypowym. Wszelkie tradycje, mówiące o istnieniu tych świątyń w różnych punktach kraju, są albo w ogóle dość późnym wymysłem, albo nawiązują w istocie do świętych gajów74.

Podobnie mało rozpowszechniony był zwyczaj figuralnego wyobra­żania bogów. I w tym wypadku brak starych, ogólnosłowiańskich określeń na posągi. Są to albo obce pożyczki, jak bałwan, albo twory nowe, lokalne próby nazwania rzeczy mało znanej lub zgolą nowej. Jedynie z Pomorza i Rusi mamy konkretne dowody istnienia wielkich posągów; skądinąd mamy tylko nieliczne, ubogie i niezupełnie pewne wykopaliska. Sławny posąg „Światowida”, znaleziony w korycie Zbrucza, a przechowywany w Krakowie, wchodzi w obręb kultury staroruskiej, a nie polskiej. Jedynie to, że w Arkonie czczono posąg Świętowita o czterech twarzach, pozwala sądzić, że mogły podobne istnieć, na pewno w charakterze wyjątku — również i w Polsce75.

W naszym przeglądzie doszliśmy do końca. Wynika z niego, że wierzenia pogańskie były przez całe stulecia po 966 r. ogromnie ważnym składnikiem poglądu na świat. Wiemy, jak wielką rolę w poglądach naszego ludu odgrywała do bardzo niedawna wiara w demony i w ma­gię. Gdy zaś przy tym zważymy, że jeszcze w XIX w. społeczeństwo polskie było, od ilościowej strony biorąc, chłopskie, to możemy wysu­nąć zaskakujące, ale uzasadnione twierdzenie, że świat wierzeń naszych przodków był na pół pogański, a na pół tylko chrześcijański. Z chrześci­jaństwa wzięto religię tzw. wyższą, z pogaństwa — tzw. niższą, ale w życiu codziennym nie mniej ważną. Bieg ludzkiego życia i bieg pracy rolniczej, od której zależał ogólny dobrobyt, zależał wprawdzie od Boga, królującego w niebie i na ołtarzu, ale w ogromnym stopniu od dziwnych, ukrytych, „pogańskich” mocy, działających w domu i przyrodzie76.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. J. Strzelczyk, Mity, Podania i Wierzenia Dawnych Słowian, Poznań 1998, s. 182. ↩
  2. W. Szafrański, Pradzieje religii w Polsce, Warszawa 1970, s. 92. ↩
  3. J. Strzelczyk, Mity, Podania…, s. 171. ↩
  4. H. Łowmiański, Religia Słowian…, s. 202. ↩
  5. J. Gąsowski, Religia pogańskich Słowian i jej przeżytki, we wczesnym średniowieczu, Archeologia Polski 1971 , t. 16, s. 23. ↩
  6. Ibidem, s. 24. ↩
  7. J. Gąssowski, Dzieje i kultura dawnych Słowian, Warszawa 1964, s. 144. ↩
  8. Ibidem, s. 147. ↩
Oceń tę pracę

Reforma rolna i konstytucja odrodzonego państwa

Główną osią zainteresowań ludności chłopskiej była sprawa parcelacji majątków obszarniczych, jako rezultat głodu ziemi, występującego szczególnie ostro w byłych zaborach rosyjskim i austriackim, Ruch na rzecz reformy rolnej przybrał na sile zwłaszcza w 1918 r. Mnożyły się wówczas napady na dwory, dochodziło do częstych przypadków zaorywania gruntów folwarcznych przez chłopów. W tej sytuacji rząd lubelski Daszyńskiego zapowiedział upaństwowienie wielkiej własności i oddanie jej w ręce ludu pracującego pod kontrolą państwa. Rząd Moraczewskiego ograniczył się już tylko do zapowiedzi, że reforma rolna będzie przeprowadzona w wyniku uchwały Sejmu[1].

Tymczasem Sejm Ustawodawczy podjął uchwałę w tej sprawie dopiero 10 lipca 1919 r. Uchwała ta miała charakter deklaratywny, w oparciu o nią miała być opracowana w przyszłości właściwa ustawa o reformie rolnej. Przewidywała ona parcelację majątków państwowych, majątków spekulantów wojennych i osób wrogich wobec narodu polskiego, dalej majątków źle gospodarowanych, wreszcie wykup nadwyżek z folwarków obszarniczych, obejmujących ponad 180 ha obszaru, a na terenie byłego zaboru pruskiego i na ziemiach zabużańskich – ponad 400 ha[2].

Po tej uchwale nie mówiło się w Sejmie dość długo o reformie rolnej. Dopóki Piłsudski zdobywał tereny ukraińskie i białoruskie, sprawa ta zeszła z porządku obrad, ale z chwilą, gdy wojska polskie zaczęły się cofać w wyniku kontrofensywy Armii Czerwonej i walki przesunęły się pod Warszawę, wtedy sprawa niezwłocznie powróciła na forum izby sejmowej. Ażeby dać przeciwwagę dla haseł wkrótce realizowanych przez Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski, uchronić dwory przed rewolucyjną parcelacją i zachęcić chłopów do wstępowania w szeregi wojska, uchwalił Sejm 15 lipca 1920 r. ustawę o wykonaniu reformy rolnej. Ustawa ta była radykalniejsza od poprzedniej uchwały, ponieważ przewidywała odszkodowanie dla obszarników w wysokości połowy wartości szacunkowej gruntu. Na zakup ziemi przewidywano kredyt w wysokości do 75% wartości parceli. Ziemię mieli otrzymywać głównie bezrolni i małorolni, przede wszystkim jednak inwalidzi wojenni. Ustawę tę uchwalono pośpiesznie, bez przedyskutowania. Posłom wiadomo tylko było to, że trzeba w określonej sytuacji politycznej i militarnej państwa poczynić ustępstwa dla chłopów.

Gdy jednak zakończyła się wojna, te siły, które głosowały za ustawą, rozpoczęły jej bojkot. Do jej zakwestionowania posłużył artykuł 99 ustawy zasadniczej, uchwalonej w marcu 1921 r., który gwarantował nietykalność własności prywatnej. Opierając się na tym artykule sądy uchylały decyzje o wywłaszczaniu majątków za połowę rynkowej ceny ziemi. Uniemożliwiło to realizowanie reformy w stosunku do dóbr prywatnych. W pełni natomiast urzeczywistniono uchwaloną w grudniu 1920 r. ustawę o osadnictwie wojskowym, przewidującą tworzenie na ziemiach białoruskich i ukraińskich osad zamieszkałych przez byłych wojskowych. Ustawa ta miała na oku cele polonizacyjne, co z natury rzeczy pogłębiało nastroje wrogości miejscowej ludności w stosunku do państwowości polskiej[3].

Widomą oznaką stabilizacji form polityczno-ustrojowych II Rzeczpospolitej jako państwa burżuazyjnego było uchwalenie jej konstytucji[4]. Nad projektami ustawy konstytucyjnej pracowano przeszło rok, przy czym na tok obrad komisji sejmowej pracującej nad tą problematyką znaczny wpływ miały elementy prawicowe, zmierzające do ograniczenia podstaw demokracji burżuazyjnej w Polsce, usiłujące – o ile to tylko możliwe – nadać państwowości polskiej cechy ustroju elitarnego. Postanowiono więc m. in. powołać parlament dwuizbowy, z sejmem i senatem jako izbą wyższą, złożoną częściowo z wirylistów, tj. posłów pochodzących nie z wyboru, lecz z tytułu piastowania określonego urzędu, oddać wybory prezydenta nie w ręce całego narodu w formie głosowania powszechnego, lecz tzw. Zgromadzeniu Narodowemu (Sejmowi wraz z Senatem na łącznym ich posiedzeniu), odrzucić projekt stworzenia Izby Pracy i instytucji referendum ludowego.

W pierwszej dekadzie lipca 1920 r. zaczęła się dyskusja plenarna, przerwana jednak przez wypadki wojenne. Sprawa konstytucji wypłynęła na nowo jesienią tegoż roku. Kulminacyjnym punktem dyskusji była sprawa senatu. Stronnictwa radykalne i postępowe, uważając zasadę dwuizbowości za wypaczanie systemu demokratycznego, były mu przeciwne. Skoro w tej sprawie prawica dysponowała niezmienną większością, partie te postanowiły obrać taktykę przewlekania obrad, licząc na to, że po zawarciu definitywnego pokoju z Rosją Radziecką i po rozstrzygnięciu sprawy plebiscytu śląskiego łatwiej będzie zmobilizować do walki o demokrację szersze rzesze społeczeństwa, zaprzątnięte wspomnianymi wyżej wydarzeniami. Z tych samych jednak względów prawica zmierzała do przyspieszenia rozstrzygnięcia[5].

Ostatecznie w sprawie senatu PPS i PSL „Piast” poszły na ustępstwa wobec prawicy, które polegały na tym, że następny z kolei Sejm, wybrany już na podstawie nowej konstytucji, będzie miał prawo zmienić postanowienia dotyczące istnienia izby wyższej, na mocy swej własnej uchwały, powziętej bez senatu, kwalifikowaną większością 3/5 głosów[6]. Formalnie oznaczało to wprowadzenie senatu niejako na próbę, faktycznie jednak oznaczało sukces czynników prawicowych, choć o tyle połowiczny, że wykluczono jednak udział wirylistów w tej instytucji ustawodawczej.

Dnia 17 marca 1921 r. ukończono głosowanie nad konstytucją, poprzedzone deklaracjami poszczególnych klubów poselskich. W deklaracjach tych stronnictwa lewicy parlamentarnej oświadczyły się przeciw całości ustawy konstytucyjnej, uzasadniając swoje stanowisko istnieniem senatu, brakiem izby pracy i wyraźnie zastrzeżonej wolności strajków. Zwłaszcza posłowie pepeesowscy zapowiadali dalszą walkę o jednoizbowość, o rozdział Kościoła od państwa, o szkołę świecką i inne demokratyczne postulaty, jednakże dość znaczna większość sejmowa przyjęła całość ustawy.

W rezultacie więc konstytucja uchwalona w marcu 1921 r. powoływała jako suwerenną władzę państwową parlament dwuizbowy, złożony z Sejmu i Senatu, pochodzący w obu przypadkach z wyborów pięcioprzymiotnikowych – powszechnych, równych, bezpośrednich, tajnych i proporcjonalnych. Prawo wyborcze czynne w wyborach do Sejmu przysługiwało wszystkim obywatelom bez różnicy płci od ukończonego 21 roku życia, bierne od ukończonych 25 lat, w odniesieniu natomiast do Senatu, odpowiednio – od ukończonych 30 i 40 lat. Konstytucja postanawiała, że Senat jako izba wyższa nie ma prawa inicjatywy ustawodawczej, może co najwyżej wstrzymać projekt ustawy uchwalony przez Sejm na okres 60 dni (tzw. veto zawieszające), przy czym zakwestionowany przezeń projekt ustawy lub jego poszczególne elementy może Sejm mimo to uchwalić definitywnie w trakcie ponownej debaty, jednakże już nie zwykłą, lecz kwalifikowaną większością 11/20 głosów. Konstytucja podkreślała, że parlament posiada pełne i wyłączne kompetencje ustawodawcze oraz prawo kontroli nad władzą wykonawczą.

Stosunkowo skromne uprawnienia przyznawała konstytucja prezydentowi, choć prawica, mająca przewagę w Sejmie, opowiadała się niejednokrotnie za wzmocnieniem władzy wykonawczej. Te skromne kompetencje dla głowy państwa wynikały jednak z obawy projektodawców ustawy, związanych z klasycznym stronnictwem prawicowym, a mianowicie endecją, że godność tę może objąć jej przeciwnik polityczny – Piłsudski. Prezydent miał być wybierany na lat 7 przez Zgromadzenie Narodowe, nie posiadał on żadnych uprawnień ustawodawczych, parlament zaś mógł rozwiązać tylko za zgodą kwalifikowanej większości 3/5 Senatu[7].

Obok administracji państwowej ustawa konstytucyjna przewidywała istnienie samorządu terytorialnego aż do szczebla wojewódzkiego włącznie, Sądownictwo miało być niezawisłe, sędziowie mianowani przez prezydenta. W sprawach politycznych i o zbrodnie zagrożone ciężkimi karami miały decydować sądy przysięgłych.

Konstytucja deklarowała wolność osobistą, nietykalność mieszkania, tajemnicę listów, wolność myśli i przekonań, wolność prasy, sumienia, nauki i nauczania, zgromadzeń i stowarzyszeń. Głosiła ona, że praca jest pod szczególną ochroną państwa, zapowiadała opiekę nad pracą i ubezpieczenia społeczne na wypadek braku pracy, choroby, nieszczęśliwego wypadku i niezdolności do pracy[8].

Ten charakter deklaratywny ustawy zasadniczej niejednokrotnie nie miał znajdować pokrycia w praktyce konstytucyjnej. Tak np. mimo zapewnień o wolności głoszenia własnych przekonań i zrzeszania się, władze administracyjno-policyjne nie dopuściły do legalnego istnienia KPRP i bliskich jej ideowo organizacji. Mimo zagwarantowania bezpłatności szkolnictwa, było ono faktycznie bezpłatne tylko na najniższym, podstawowym szczeblu nauczania, podczas gdy w szkołach średnich i wyższych obowiązywały wysokie opłaty szkolne. Sądy przysięgłych istniały tylko na obszarze b. zaboru austriackiego. Samorządu terytorialnego na szczeblu wojewódzkim w ogóle nie powoływano itd[9].

Klasowy charakter konstytucji przejawiał się w tym, że gwarantowała ona w specjalnym paragrafie własność prywatną, dopuszczając do jej ograniczenia tylko ze względów użyteczności publicznej (np. budowa drogi, kolei itp.) i to za odszkodowaniem. Jeśli idzie o ziemię, przewidywała ustawa konstytucyjna przymusowy wykup i regulowanie obrotu gruntami, z tym że podstawą ustroju rolnego będą gospodarstwa zdolne do prawidłowej wytwórczości i stanowiące własność prywatną. Powyższe postanowienia wskazują wyraźnie na charakter konstytucji marcowej – jako typowej konstytucji demokratycznej w formie, deklarującej formalną równość wszystkich obywateli, burżuazyjnej w treści, zapewniającej podstawy istnienia kapitalistycznych stosunków społeczno-ekonomicznych.

Niejako wstępnym aktem wyborczym były wybory do pierwszego autonomicznego Sejmu Śląskiego, które odbyły się 24 września 1922 r. z udziałem ok. 74% uprawnionych do głosowania. Wybory te wykazały z jednej strony polskość tych ziem w półtora roku po plebiscycie (Niemcy skupili 26,8% głosów), z drugiej zaś postęp radykalizacji mas na terenie uważanym dotąd za domenę wpływów dwu nacjonalizmów – niemieckiego i polskiego; trzy partie socjalistyczne – polska, niemiecka i żydowska – zdobyły łącznie z komunistami 100 tyś., a zatem 25,6% ogółu głosów[10].

Wybory do Sejmu i Senatu odbyły się 5 i 12 listopada 1922 r. Świadczyły one o daleko idącej dezintegracji życia politycznego w Polsce, wywołanej nie tylko konfliktami klasowymi, narodowymi, ale i ciągle żywymi antagonizmami dzielnicowymi. Wystarczy choćby przytoczyć fakt, że do wyborów zgłoszono aż 19 list o charakterze ogólnopaństwowym oraz bardzo wielką liczbę list lokalnych. Stronnictwa prawicowe zdołały jednak łatwiej aniżeli lewica porozumieć się między sobą, tworząc blok wyborczy pod nazwą Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej (potocznie, ironicznie zwany Chjeną), w skład którego weszły: Narodowa Demokracja, Chrześcijańska Demokracja oraz Narodowo-Chrześcijańskie Stronnictwo Ludowe. Utworzenie bloku utorowało prawicy drogę do sukcesu wyborczego, wyrażającego się zdobyciem przez nią 29,1% mandatów, co wysuwało ją na pozycję najsilniejszego ugrupowania sejmowego. PSL „Piast” jako główne stronnictwo centrowe także uzyskało poważną liczbę głosów (13,2%), podczas gdy inne partie centrum znacznie mniej. Odnosi się to zarówno do burżuazyjnych partii dawnych aktywistów, jak i do Narodowej Partii Robotniczej (kontynuatorki NZR), która poniosła druzgocącą klęskę na ziemiach byłego Królestwa, pozostając odtąd prawie wyłącznie partią byłego zaboru pruskiego. Wzmocniła nieco swój stan posiadania PPS (10,3% mandatów), bardziej jednak PSL „Wyzwolenie” (11%). Jako nowy czynnik parlamentarny wysuwał się – mimo bojkotu wyborów przez Ukraińców galicyjskich – Blok Mniejszości Narodowych (16%). Komuniści polscy wzięli po raz pierwszy udział w wyborach sejmowych (poprzednie wybory KPRP zbojkotowała), przy czym na ich listę pod nazwą Związku Proletariatu Miast i Wsi padło ok. 132 tyś. głosów (1,5%). Uzyskali oni mimo drastycznych szykan policyjno-administracyjnych dwa mandaty poselskie – w Warszawie i w Będzinie[11].

Przypisy

  1. W. Sułkowska, op. cit., s. 76. ↩
  2. Ibidem, s. 79. ↩
  3. N. Davies, Orzeł biały, czerwona gwiazda : wojna polsko-bolszewicka 1919-1920, Kraków : Znak, 1997, s. 143. ↩
  4. Konstytucja marcowa : [1921], oprac. Andrzej Burda, Lublin : Wydaw. Lubelskie, 1983, s. 14. ↩
  5. Z. M. Musialik, Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920, Włocławek : Włocławskie Wydaw. Diecezjalne, [1991], s. 121. ↩
  6. B. Bidzińska-Jakubowska, op. cit., s. 132. ↩
  7. Ustawa z dnia 17 marca 1921 r. – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, Dz.U. 1921 nr 44 poz. 267. ↩
  8. Ibidem. ↩
  9. Ibidem. ↩
  10. Statystyka wyborów do Sejmu Ustawodawczego, pod red. Ludwika Krzywickiego, Warszawa 1921, s. 14. ↩
  11. Statystyka Polski, T. VIII, Statystyka wyborów do Sejmu i Senatu odbytych w dniach 5 i 12 listopada 1922, Warszawa 1926, s. 15. ↩
Oceń tę pracę

Święte miejsca, życie po śmierci i magia dawnych Słowian

Wszyscy Słowianie odnosili się z religijną czcią do niektórych drzew, źródeł i gór. Zwykle wierzono, że takie drzewo czy źródło jest miesz­kaniem jakiegoś bóstwa.

Spotykamy tu charakterystyczne elementy: ręką ludzką nietknięty gaj, miejsce ofiar i świąt, ale zarazem zebrań sądowych i azylu. Nazwa boga (Prowe) budzi różne wątpliwości. Odczytuje się go po prostu jako prawo; część badaczy widzi tu zniekształcone imię Piorun.

Thietmar zaś opisuje cudowne źródło w kraju Głomaczów: ,,W kra­ju Gtomaczów jest źródło „Glomuzi” (nie wiemy, jak to należy czytać), oddalone nie więcej jak dwie mile od Łaby, które, rodząc z siebie bagno. cuda często działa, co mieszkańcy jako prawdę podają, a wielu naocznie stwierdziło. Gdy mieszkańców czeka dobry pokój i ziemia nie zawiedzie plonów, ono, obfite w żyto, owies i żołędzie, rozwesela serca sąsiednich mieszkańców, często ku niemu napływających. Kiedy zaś grozi sroga burza wojenna, krwią i popiołem daje nieomylną zapowiedź przyszłego nieszczęścia. Więc je każdy mieszkaniec czci i lękiem otacza bardziej niż kościoły”63.

Zdaniem uczonych czerwony kolor pochodzi o mikroskopij­nych alg, pojawiających się w wodach jeziora w pewnych określonych warunkach atmosferycznych.

Tenże kronikarz twierdzi, że czcią religijną otaczano górę Ślężę, czyli Sobótkę na Śląsku: „Leży Niemcza w ziemi śląskiej, nazwanej tak niegdyś od pewnej góry bardzo wysokiej i rozległej. A ta dla swoich przymiotów i wielkości otaczana była przez mieszkańców wielką czcią, gdyż tam przeklęte pogaństwo odbywało nabożeństwa”64.

Można śmiało kult przyrody przypisać plemionom prapolskim, tym bardziej, że jeszcze teraz lub do niedawna można było widzieć resztki czci oddawanej obiektom przyrody przez naszych chłopów. Tak np. w Kieleckiem modlono się do pewnego dębu o uwolnienie od bólu zębów, pod Międzyrzeczem zaś zwracano się do bzu: „święty bzie, weź moje bolenie (zębów) pod swoje korzenie”. Przetrwała też u naszego ludu cześć pewnych kamieni, którym przypisywano szczególną moc, zwłaszcza leczącą lub użyczającą płodności. Szacunkiem i nietykal­nością cieszyły się przede wszystkim kamienie z miseczkowatymi wyżłobieniami, które kiedyś służyły pewnie jako ołtarze ofiarne.

Przodkowie nasi od praczasów wierzyli w życie poza grobem, ale szczegóły, jak w wielu innych sprawach, nie są jasne. Twierdzi nawet kronikarz Thietmar, że w przekonaniu Słowian ze śmiercią wszystko się kończy. Zapewne mamy tu do czynienia z nieporozumieniem na tle różnic między pojęciami chrześcijańskimi i pogańskimi. Życie poza­grobowe miało być w zasadzie podobne do ziemskiego, dość trudne, toteż zmarłym potrzebna była pomoc w postaci darów składanych do grobu, a potem w formie uczestnictwa w posiłkach urządzanych na pogrzebie i później przez całe lata w określonych terminach. Smutne życie pozagrobowe było właśnie przyczyną złośliwości demonów, które pochodzą od dusz przedwcześnie zmarłych ludzi i biorą odwet za to, że nie użyły świata65.

Świat tamten był określany wyrazami naw i raj. Odejść do nowi znaczyło tyle co umrzeć. Raj jest może pożyczką z irańskiego, jak tyle innych wyrazów ze sfery religijnej. Irański odpowiednik oznaczał „bo­gactwo, szczęście”, może „kraj ciepły”. Dzisiejsze znaczenie rozwinęło się bez wątpienia pod wpływem pojęć chrześcijańskich. Wyraz pieklo jest pewnie wytworem czasów chrześcijańskich. Wierzono, że gdzieś na krańcach świata płynie rzeka, przez którą dusze zmarłych bądź są przewożone na łódkach, bądź też muszą przejść po kładkach lub po moście. Dlatego to po czyjejś śmierci przerzucano gdziekolwiek przez wodę kładkę. Powrót do domu utrudniano: wynoszono ciało z domu nie przez drzwi, lecz przez okno lub przez rozebrany dach. Grzebano za wodą. Powracający z pogrzebu kładli pod progiem popioły z jakimś odstraszającym narzędziem, zapewne ostrym, co miało budzić lęk w zmarłym. Ciało zmarłych najczęściej palono na stosie. Zdarzały się jednak, w związku z odmiennymi poglądami na śmierć lub obcymi wpływami, wypadki grzebania zwłok bez spalania. W jednym i drugim wypadku wyposażano grób przedmiotami, które zmarły lubił albo któ­re mogły mu być na tamtym świecie potrzebne.

Aby zmarłym dopomóc w ich ciężkiej doli, a równocześnie ich udobruchać, co pewien czas zaprasza się ich na posiłki i do rozgrzewają­cych ogni. Polskie kazanie z XV w. gromi tych, co „w Wielki Czwartek palą ognie, zapalając gromadki (tj. stosy) według obrządku pogańskiego ku pamięci dusz swoich kochanych. Są też tacy, co zmyślają, co mówią, że dusze przychodzą do tego ognia, grzejąc się przy nim. Albowiem nikt nie wraca, co raz tam przyszedł”. Wcale szczegółowe opisy świąt ku czci zmarłych przekazały źródła ruskie. Być może, charakterystyczne jajko wielkanocne było pierwotnie związane ze świętem umarłych. O świętach ku czci zmarłych interesująco mówi kronika Kosmasa: (Książę Brzetysław) „wytępił pogrzeby urządzane po lasach i polach, oraz budki, które pogańskim obrządkiem stawiali na rozdrożach, jakoby na miejsce odpoczynku dla dusz; także i igrzyska pogańskie, które odprawiali nad owymi zmarłymi, przyzywając cienie przodków i tańcząc, wdziawszy na twarz maski”66.

Ogromnie ważnym składnikiem wierzeń słowiańskich była wiara w magię, czyli w cudowne działanie pewnych słów lub gestów i przed­miotów, co więcej, była ona składnikiem niezmiernie żywotnym, jako że dotrwała do naszych czasów mało osłabiona. Wierzono więc w zabez­pieczającą od zła moc amuletów, które znane były jeszcze w średnio­wieczu pod rodzimą nazwą nawęzów. Wierzono, że złym spojrzeniem lub słowem można rzucić czar, „urok”, słowami można zakląć, tj. zmusić do uległości. Istnieli specjaliści od tych spraw, zwani czarow­nikami, czarodziejami, wróżami, wieszczymi i wiedźmami, oni to właśnie umieli zaklinać, zamawiać choroby i leczyć. Czasem przygodna wzmia­nka kronikarska wydobywa z mroku przeszłości jakieś zaskakujące zdarzenia i zdumiewające znaczenie polityczne wróżbiarzy. Oto notatka kronikarska opowiada pod rokiem 1209, że ,,mieli Polacy za wodza na wyprawie jakąś wróżkę, która niosąc w przetaku wodę zaczerpniętą z rzeki, ale nie spływającą, jak zapewniano, szła przed wojskiem i tym znakiem im przyrzekała zwycięstwo. Nie ukryło się przed margrabią ich przybycie, ale swoich szybko uzbroiwszy i uszykowawszy zabiegł drogę i śmiałym natarciem wszystkich zmusił do ucieczki; wróżka na początku poległa”67.

Przepowiadali oni przyszłość czy to rzucając losy, czy dokonując innych zabiegów. Synod wrocławski z XIV w. zabrania wróżyć z ręki, z wosku i ołowiu, ognia i wody. Kazania z następnego wieku potępiają wróżenia ze snu, z rzuconych losów, z głosów i lotu ptaków, z przyjścia i odejścia ludzi, ubywania soli i in. Są to przesądy znane dziś powszech­nie. Niektóre z nich mogły być obcego pochodzenia. O obcych wpły­wach świadczy staropolski wyraz hurtowac „czarować”, pochodzenia litewskiego; o wpływach klasycznych świadczą takie sztuczne wyrazy XV w. jak czusofuslnik, plakoprawnik i swiętousinik68.

W pogańskich czasach mogły te praktyki być bardziej rozwinięte i instytucjonalnie zorganizowane. Można by tak sądzić pod wpływem tego, co kronikarze piszą o stosunkach pomorskich. Tam przy świąty­niach były zorganizowane wróżby jako instytucje stałe. W Szczecinie hodowano wyłącznie do wróżb czarnego konia, w Arkonie — białego. Do wróżb używano również konia w Radogoszczu. Kapłani przepro­wadzali konia przez specjalnie ułożone włócznie. Żadnej ogólnej sprawy, np. wyprawy wojennej, nie godziło się zaczynać bez pomyślnej wróżby. Wróżono też, rzucając jakieś czarno-białe drewienka (w Arkonie i Szczecinie) albo licząc kreski wyznaczane patykiem w popiele (w Arko­nie). W Arkonie wyciągano co do urodzaju wnioski, obserwując za­chowanie się wina w pucharze wetkniętym w rękę posągu Świętowita.

Ostrożność w odtwarzaniu dawnych wierzeń

Zestawienie kultu przyrody, wyobrażeń o zmarłych i praktyk magicznych pokazuje, dlaczego rekonstrukcja religii Słowian wymaga łączenia wielu dyscyplin. Ten sam zwyczaj może zachować bardzo dawny motyw, ale mógł też zostać przekształcony przez chrześcijaństwo albo przejęty od sąsiadów. Zbieżność późnego przekazu etnograficznego ze średniowiecznym tekstem jest ważna, lecz nie pozwala automatycznie przenieść całej praktyki do czasów przed 966 rokiem. Najbezpieczniej oddzielać trzy poziomy: bezpośrednio poświadczony fakt, interpretację badacza oraz hipotezę porównawczą. Dzięki temu można korzystać z opowieści o świętych drzewach, duszach zmarłych czy wróżbach bez przedstawiania każdej z nich jako niezmiennego, ogólnosłowiańskiego dogmatu. Właśnie ograniczona i nierównomierna baza źródłowa sprawia, że ostrożny język — „prawdopodobnie”, „być może”, „na podstawie tego przekazu” — jest tu oznaką rzetelności, a nie słabości opisu.

Przypisy do tekstu źródłowego

  1. Kronika Thietmara…, s. 291. ↩
  2. Ibidem, s. 293. ↩
  3. J. Strzelczyk, Mity, Podania i Wierzenia Dawnych Słowian, Poznań 1998, s. 155. ↩
  4. W. Hensel, Polska starożytna, Wrocław 1988, s. 321. ↩
  5. J. Strzelczyk, Mity, Podania…, s. 166. ↩
  6. Ibidem, s. 171. ↩
Oceń tę pracę

Chrześcijańska demokracja w II Rzeczypospolitej

Chrześcijańska Demokracja w Polsce wyłoniła się w początkach XX wieku z chrześcijańskich związków zawodowych, stowarzyszeń robotniczych i rzemieślniczych organizowanych głównie w Wielkopolsce i na Śląsku. W Galicji pojawiła się również z ruchu spółdzielczości rolnej. W zaborze pruskim Chrześcijańska Demokracja działała od 1902 pod różnymi nazwami, m.in. Chrześcijańsko-Narodowe Stronnictwo Robotnicze (od 1920). W zaborze rosyjskim znajdowało się od 1906 roku Stowarzyszenie Robotników Chrześcijańskich w Królestwie Polskim oraz Stowarzyszenie Katolickich Robotników na Wileńszczyźnie. Zabór austriacki był zaborem, w którym znajdowało się od 1908 roku Stronnictwo Chrześcijańsko-Socjalne; a w roku 1981 powstało Stronnictwo Katolicko-Ludowe[1].

Tak więc widać, iż Chrześcijańska Demokracja była prawicową katolicką organizacją polityczną, która powstała w Polsce na początku XX w. i rozwijała się na terenie wszystkich zaborów. Rozporządzała ona znacznie mniejszymi wpływami w społeczeństwie w okresie II Rzeczypospolitej już jako Polskie Stronnictwo Chrześcijańskiej Demokracji. Powstało ono dopiero w drugiej połowie 1919 r. w wyniku połączenia się różnych grup o ideologii chrześcijańsko-społecznej, a także niektórych działaczy i posłów z Narodowej Demokracji (wśród nich był m. in. Korfanty). Przez cały czas swego istnienia działalność i strukturę stronnictwa pod względem organizacyjnym, personalnym i politycznym charakteryzował brak wewnętrznej spójności i duża niestabilność, co znajdowało swój wyraz na zewnątrz m. in. w nazwie stronnictwa w różnych częściach kraju i jej zmianach. W sejmie należała chadecja do partii średniej wielkości’ (6-9% mandatów), podobnie jak endecja najsilniejsze pozycje miała w Polsce zachodniej, zwłaszcza na Górnym Śląsku, gdzie działał Wojciech Korfanty, jeden z jej czołowych przywódców[2]. Chrześcijańska Demokracja posiadała dość poważne wpływy w ruchu robotniczym, w jego najbardziej prawym skrzydle reprezentowanym przez różne grupy Stowarzyszeń Robotników Chrześcijańskich, powstających w ramach poszczególnych diecezji (a niekiedy na szczeblu międzydiecezjalnym). Mimo licznych konfliktów o charakterze politycznym i personalnym istniało też bliskie pokrewieństwo ideologiczne między Chrześcijańską Demokracją a Narodową Partią Robotniczą (NPR). Pod względem politycznym ciążyła Chrześcijańska Demokracja ku Narodowej Demokracji. Jeden z czołowych przywódców chadecji, ks. Stanisław Adamski, w liście do Paderewskiego stwierdzał, że „z Narodową Demokracją (ZLN) w sprawach ważnych narodowych nie dzielą nas zasadnicze różnice”[3].

W swych założeniach ideologicznych i programowych chadecja kierowała się wskazaniami encykliki papieskiej Leona XIII Rerum norarum (1891), tzn. zasadami solidaryzmu społecznego w imię zapewnienia „społecznej harmonii w rozdzieranym klasowymi antagonizmami społeczeństwie”[4]. Przeciwstawiając się socjalizmowi i komunizmowi chadecja głosiła także potrzebę pohamowania „instynktów egoistycznych”, cechujących gospodarkę kapitalistyczną. Domagała się ,,harmonii religii i państwa”, ,,zupełnej wolności i równouprawnienia dla poszczególnych wyznań” – z tym jednak, że Kościół katolicki winien mieć zapewnione wśród nich ,,naczelne stanowisko”[5]. Szkoła powinna być szkołą wyznaniową. W sprawach polityki zagranicznej nawiązywano do „misji Polski” na wschodzie Europy – „na straży łacińskiej kultury”. Według J. Holzera różnice między stanowiskiem programowym chadecji i endecji polegały m. in. na odmiennym rozłożeniu punktów ciężkości. „Mimo pewnych różnic programowych – stwierdza on – w sprawach polityki zagranicznej, narodowościowej i ustrojowej podporządkowywano się w zasadzie ZLN. Z drugiej strony ZLN uznawał postulaty swego partnera politycznego w sprawach oświaty, kultury i obyczajowości”. Chadecja „nie akceptowała też bezwzględnej zachowawczości ZLN, usiłując – przynajmniej w programie – zająć stanowisko umiarkowanie reformatorskie”. Do czołowych przywódców chadecji zaliczyć należy – obok wymienianych już Wojciecha Korfantego i ks. Stanisława Adamskiego – J. Chacińskiego, L. Gdyka, ks. Z. Kaczyńskiego, W. Bitnera i kilku innych. Wśród wielu dzienników i czasopism związanych z Chrześcijańską Demokracją największą rolę odgrywały wpływowa katowicka „Polonia” oraz „Dziennik Bydgoski”[6].

W Polsce międzywojennej – Chrześcijańska Demokracja oficjalnie opierała swoją działalność na programie katolicko-społecznym, wywodzącym się z encyklik papieża Leona XIII – „Rerum Novarum” oraz Piusa XI „Quadregesimo Anno”. Według Piusa XI, błędem kapitalizmu nie jest istnienie własności prywatnej lecz przyjęcie wolnej, bezwzględnej konkurencji. Słowem – oddanie procesów życia gospodarczego z poważnymi tego konsekwencjami społecznymi – na pastwę tzw. niewidzialnej ręki rynku. W efekcie zatraca się moralny charakter życia społeczno-gospodarczego, obniża się też współodpowiedzialność i współuczestnictwo obywateli w tworzeniu dobra wspólnego[7].

Program przedwojennej chadecji w dziedzinie społeczno-gospodarczej był wiernym odbiciem nauki chrześcijańskiej nauki społecznej[8]. Warto przypomnieć, bo może nie wszyscy to wiemy, że polska Chrześcijańska Demokracja hasło uwłaszczenia wysunęła już w 1921 roku. I to był jej oryginalny program.

Chadecja opowiadała się zdecydowanie za solidaryzmem społecznym, uczestnictwem obywateli w różnych strukturach społecznych i działaniach dla dobra wspólnego. Dzisiaj można to przełożyć na działania w obrębie instytucji i organizacji samorządowych, aby budować sprawiedliwy porządek społeczny, rozwiązywać skutecznie problemy ludzi na różnych szczeblach środowisk lokalnych. Angażując się w prace na rzecz społeczności lokalnych poniekąd realizujemy sens ludzkiego życia. Jak napisał papież Paweł VI w encyklice Populorum Progressio – „… człowiek nie urzeczywistnia siebie, jeśli nie wyrośnie ponad siebie”. Jeśli nie zadba o swoich braci tkwić będzie w skorupie egoizmu, daleki będzie od miana chrześcijanina, biorącego udział w wypełnianiu planu Bożego w warunkach współczesnego świata[9].

Budując partię chadecką, szczególnie na Śląsku, nie sposób nie wspomnieć o idei i myśli Wojciecha Korfantego, który w swoich ideach i myślach, a także działaniu wyprzedzał epokę. Dzięki swojej często, bezkompromisowej postawie, miał wielu antagonistów, czy wręcz zagorzałych przeciwników, także na Śląsku. Lecz to jemu historia przyznała rację. I dzisiaj tak bardzo współcześnie brzmią jego tezy programowe, dotyczące tak życia społecznego, politycznego jak i gospodarczego[10].

Wojciech Korfanty znany jest jako przywódca walki Ślązaków i Poznaniaków o polskość, znacznie mniej jako lider polskiej i śląskiej chrześcijańskiej demokracji. Tymczasem wkład Korfantego w historię Polski upoważnia do postawienia go obok tej miary polityków co Józef Piłsudski i Roman Dmowski[11].

Działalność Wojciecha Korfantego przed 1918 spowodowała odrodzenie narodowe na Górnym Śląsku i zapewniła ludowi śląskiemu siły niezbędne do walki w plebiscytach i powstaniach. Specyficzny dla Wojciecha Korfantego program łączący postulat walki o zjednoczenie z Polską z programem socjalnym i gospodarczym stanowił zalążek programu polskiej Chrześcijańskiej Demokracji.

W wolnej Polsce Górny Śląsk stanowił zaplecze chadecji (40 % mandatów w Sejmie Śląskim). Wydawany w Katowicach dziennik „Polonia” był najsilniejszym pismem centroprawicy przed 1926. Posłowie chadecji szczególny nacisk kładli na współpracę z chrześcijańskimi związkami zawodowymi – odpowiednikiem dzisiejszej „Solidarności”. Naturalnym sojusznikiem chadecji byli drobni przedsiębiorcy i kupcy oraz katolickie stowarzyszenia.

Wojciech Korfanty umiał połączyć działalność polityczną z gospodarczą. Już przed 1914 zasłynął jako dziennikarz i wydawca pism „Górnoślązak” i „Polak”. W latach 1922-1930 oprócz „Polonii” wydawał ceniony dziennik „Rzeczpospolita” i inne wydawnictwa. Dobrej opinii o Korfantym nie podważył wyrok sądu marszałkowskiego mający podłoże polityczne[12].

Chrześcijańska Demokracja przywiązywała dużą rolę do zagrożenia komunizmem z Rosji – Korfanty podnosił ten problem jako członek Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Wracając z wygnania do kraju w 1939 podkreślał zagrożenie komunistyczne – równie niebezpieczne jak niemieckie.

Występując przeciwko dyktaturze sanacji Korfanty nie zgadzał się na działania radykalne – nie organizował strajków ani nie podejmował walki zbrojnej. Jego pokojowa walka nie przyniosła takiego sukcesu jak w latach 80-tych. Porozumiewawcze inicjatywy chadecji nie znalazły zrozumienia w obozie rządowym.

Regionalizm Korfantego w ścisłej więzi z Polską wykluczał skrajną autonomię i separatyzm. Podkreślał jedność Ślązaków i obywateli polskich. Dzisiejsze spory twórców „narodu śląskiego” i ich oponentów to tylko powtórka polemik Korfantego z „Prusakami języka polskiego” przed 1918. Dlatego na łamach pism wydawanych przez twórców „narodu śląskiego” Korfanty jest najczęściej atakowaną postacią[13].

Reasumując widać więc, iż w II RP po zjednoczeniu 1919 grup chrześcijańsko-społecznych z byłego zaboru rosyjskiego i austriackiego istniało jedno ugrupowanie chadeckie – Polskie Stronnictwo Chrześcijańskiej Demokracji.

W wyborach do sejmu w 1922 roku Chrześcijańska Demokracja uczestniczyła w bloku Chrześcijański Związek Jedności Narodowej[14]. W latach 1923 i 1926 weszła do rządów Chjeno-Piasta a po przewrocie majowym w 1926 roku rozbita została na 3 grupy (lwowska, antysanacyjna śląska i centrowa). Wówczas to utraciła znaczną część wpływów i stała się opozycyjna wobec obozu rządzącego. W roku 1929 Chrześcijańska Demokracja przystąpiła do Centrolewu. Lata trzydzieste przyniosły zbliżenie się ChD do NPR[15]. Następował kryzys i w roku 1934 miała miejsce secesja z Chrześcijańską Demokracją grupy lwowskiej. Secesja następowała coraz bardziej i w 1935 miał miejsce kolejny rozłam grupy, która utworzyła Stronnictwo Chrześcijańsko-Ludowe. W roku 1937 Chrześcijańska Demokracja weszła do Frontu Morges, a z NPR utworzyła Stronnictwo Pracy (SP)[16].

Przypisy

  1. C. Clemens, Chrześcijańska demokracja : różne dymensje współczesnego ruchu, Gliwice : Wokół Nas, 1991, s. 78. ↩
  2. L. Szaraniec , Wojciech Korfanty : przywódca chadecji na Górnym Śląsku w II Rzeczypospolitej, Katowice : Muzeum Śląskie, 1997, s. 21. ↩
  3. A. Wątor, Chrześcijańsko-narodowi : z dziejów nurtu politycznego do 1928 roku, Szczecin : Wydaw. Naukowe US, 1999, s. 67. ↩
  4. Doktryna społeczna kościoła katolickiego i doktryny chadeckie : wybór dokumentów do nauki o polityce, wybór i red. nauk. Edward Olszewski, Edward J. Pałyga; Lublin ; Warszawa : UMCS : 1987, s. 254. ↩
  5. H. Przybylski, Katolicka nauka społeczna a ruch chrześcijańsko-demokratyczny, Katowice : AE, 1996, s. 121. ↩
  6. A. Wątor, op. cit., s. 143. ↩
  7. Krzywobłocka B., Chadecja 1913-1939, Warszawa 1999, s. 35. ↩
  8. Z historii ruchu chrześcijańsko-demokratycznego, aut. Winfried Becker at al. ; przedm. Egon A. Klepsch ; tł. z niem. Michał Szymański, Gliwice : Wokół Nas, 1992, s. 38. ↩
  9. Krzywobłocka B., op. cit., s. 41. ↩
  10. L. Szaraniec, op. cit., s. 101. ↩
  11. A. Wątor, op. cit., s. 99. ↩
  12. T. Czekaj , Pierwsze zwycięstwo Wojciecha Korfantego, Katowice : Śląski Instytut Naukowy, 1986, s. 112. ↩
  13. Dzieło Wojciecha Korfantego, red. t. Michał Lubina, Katowice : ZG, 1993, s. 77. ↩
  14. J. Gmitruk, Doświadczenia wyborcze ruchu ludowego, Warszawa : Polskie Stronnictwo Ludowe, 1991, s. 101. ↩
  15. Chrześcijańska Demokracja i Narodowa Partia Robotnicza w latach 1926-1937, Warszawa : Państ. Wydawnictwo Naukowe, 1980, s. 79. ↩
  16. A. Andrusiewicz , Stronnictwo Pracy 1937-1950 : ze studiów nad dziejami najnowszymi chadecji w Polsce, Warszawa : Państ. Wydaw. Naukowe, 1988, s. 56. ↩
Oceń tę pracę